Gdyby mnie ktoś spytał, jak nauczyć się marzyć, stać się bardziej szczęśliwym, kreatywnym i mieć więcej motywacji, pierwsze co bym zrobił, to podrzucił mu playlistę z tym gatunkiem. Trance to jeden z najbardziej wyrafinowanych, emocjonujących i zróżnicowanych rodzajów muzyki elektronicznej. Królowa euforii. Ocean opowieści, działających na duszę i umysł. Gdy trzeba, uspokaja i pozwala wypocząć. Innym razem dodaje pozytywnej energii, tworząc idealny klimat dla ujawniania się ciekawych pomysłów. Dzięki niemu można utrzymać się w doskonałej formie, bez wypijania hektolitrów kawy. I nauczyć się naprawdę cieszyć każdą chwilą życia.
|>|| Play
Wchodzisz do nowego świata, w którym wszystko czuje się intensywniej. Latasz pośród chmur, czując świeży powiew wiatru. Wierzysz w siebie mocniej, bo ogarnia Cię radość, która płynie z czystych, przyjaznych, rytmicznych dźwięków. Możesz zobaczyć, usłyszeć i dotknąć wszystkiego, czego sobie zażyczysz. Twoje zmysły pracują na najwyższych obrotach. Tworzą się niecodzienne “wizje”, bo odblokowany umysł może sobie pozwolić na bardzo dużo finezji.
Melodyjne utwory, z których niektóre są pełne ciepłego wokalu, opowiedzą Ci o miłości, porzuceniu, samotności, nadziei, być może nawet wprowadzając w stan refleksji. Inne po prostu wywołają pozytywne skojarzenia, a z nimi uśmiech i chęć do życia. Właściwie, to nie potrzeba koniecznie słów, bo po samym podkładzie często wyczujesz, o czym ten utwór jest.
Sens
Najbardziej cenię sobie w tej muzyce fakt, że coś euforycznie konkretnego się w niej dzieje. Ścieżka dźwiękowa jest bogata, ale nie nużąca. Wokale piękne, ciepłe i naprawdę przyjazne dla ucha. A beat równomiernie oddziela kolejne ułamki sekund, pozwalający ogarnąć i zrozumieć sens całej melodii. Dzięki niemu ta muzyka ma wyrazisty charakter, zachowując tak wspaniały i emocjonujący styl.
Do tego producenci naprawdę wysilają się na różnorodność. Utwory nie brzmią podobnie. Od samego początku słychać, czy mamy do czynienia z intrygującymi eksperymentami Tiesto (w tych mniej promowanych utworach), “mocnymi” historiami Sander Van Doorna, czy inteligentnymi utworami od Paula van Dyka. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, bo te gwiazdy są najbardziej znane na świecie. Ten, kto lubi eksploracje muzyczne, naprawdę ma co robić w muzyce Trance. Często można dotrzeć do prawdziwych, niszowych diamentów gatunku, które być może nawet nie zostały porządnie wypromowane, z uwagi na skomercjalizowany świat “tam, na górze”.
Mimo, że Trance wywodzi się z muzyki tanecznej, spokojnie można spotkać utwory z motywem gitary akustycznej, elektrycznej, a nawet… trąbki. Podcast Garetha Emery w intro ma z kolei Harfę. Najczęściej jednak używane są instrumenty klawiszowe. Różnorodność jest też spowodowana faktem, że DJ’e bardzo często remixują utwory pochodzące z innych “światów”. Bez znaczenia, czy będzie to Rock, czy nawet Muzyka Klasyczna. Doskonale wiedzą, jakich dźwięków, efektów, wokalu użyć, aby wywołać określony efekt. A może raczej nie wiedzą, lecz czują, co będzie brzmieć fenomenalnie. I tworzą utwory, które zapadają w pamięć i do których wraca się po latach z sentymentem. Często bowiem słucha się ulubionej “nuty” przez pewien czas, potem się trochę znudzi, a po tygodniach, miesiącach, czy latach, jest odkopywana gdzieś z otchłani dysku twardego i … cieszy, jak świeżo wypuszczona w eter.
Podgatunki
Wielu nie lubi tego podziału, bo wszystko potrafi się pomieszać, ale według mnie, to dobry sposób na określenie mocy konkretnych utworów.
Lista zaczyna się od Dream Trance, grającego najdelikatniej. Charakterystyczny utwór to “For an Angel” – Paula van Dyka. Jego główną cechą jest nastawienie na bardzo łagodną melodię i nastrój, który czyni go pożytecznym prawie wyłącznie do słuchania (w dzisiejszych czasach nie jest to już zbyt popularny styl, ponieważ w ogóle trendy zmierzają w kierunku mało melodyjnych gatunków House oraz Electro). Robert Miles to jeden z najbardziej znanych producentów, tworzących właśnie tę odmianę. Dream, jak nazwa wskazuje, uspokaja i rozbudza marzenia. Można więc zapaść się w fotelu, zamknąć oczy i śnić na jawie. Bez obawy, że za chwilę pojawi się jakiś mocniejszy bass. Zamiast tego mamy łagodny beat i melodię, najczęściej tworzoną na fortepianie. Swego czasu doskonale mi się przy tym zasypiało.
Na drugim miejscu jest Uplifting. Ten z kolei wręcz “unosi duszę pod niebo” – niezwykle euforyczny, melodyjny, z wyraźnym, lecz miękkim, szybującym, melodyjnym podkładem, rozmytym czasem przez efekt echa. Niezwykle pozytywne produkcje, idealne na poprawę nastroju, a także jako towarzystwo podczas spaceru, czy jazdy autem, choć w tym ostatnim przypadku można się tak rozentuzjazmować, że noga sama mocniej naciśnie na gaz. Uplifting to najbardziej rozpowszechniona odmiana tej muzyki, więc jeśli słuchasz akurat jakiegoś utworu w tym stylu, najpewniej jest to właśnie pozytywny “uplift”.
Gdy do tego podgatunku zaprosimy wokalistkę (rzadziej wokalistę), mamy do czynienia z Vocal Trance i już można się rozkoszować zmysłowymi utworami, obdarzonymi piękną barwą głosu, urozmaiconą o efekty elektroniczne. Nie brzmi to jednak jak głos z kosmosu, lecz trochę niżej – z samego środka nieba. Doskonałe utwory do słuchania w każdym momencie. Mają wyjątkowy dar wzruszania do głębi, dodawania odwagi i na przykład motywowania do pracy samym czystym pięknem swojego brzmienia.
Progressive to już odrobinę mocniejsze, ale i wolniejsze utwory. Charakterystyczny dla nich jest powtarzający się motyw melodyjny. Rytmiczny, bardzo uniwersalny podgatunek. Czasem w stylu Techno, innym razem bardziej zbliżony do Dance. Breakdown, tak charakterystyczny dla lżejszych odmian, raczej się tu nie pojawia, więc przy Progressive można spokojnie tańczyć. Jest to również odmiana dedykowana osobom lubiącym utwory z wibrującym bassem. Nie można go pomylić z żadnym innym podgatunkiem.
Mocniej grają już Acid Trance i Tech Trance, które stawiają bardziej na rytm i energię. Tam jest już mocno, dynamicznie, czasem nawet mrocznie. No i można trochę podnieść swoją ambicję, bo siła wręcz wieje z tej muzyki jak huragan.
Ostatecznym końcem listy według mnie jest Psychedelic i Goa. Bardzo podobne do siebie, jednak Psy Trance stawia na urozmaicenie efektami kosmicznymi, a Goa – orientalnymi, jak bębny. Obydwa skomercjalizowane raczej w krajach arabskich, bardzo różnią się od typowego Trance. Melodia jest ograniczona, a nacisk postawiony właśnie na brzmienia wprowadzające w trans, z bardzo silnym beatem. Dlatego nie spodoba się to każdemu, bo niektóre utwory swą monotonią, kosmicznością i jednostajnością, potrafią nieco przyćmić zmysły.
Σ
Jako podsumowanie najlepiej nadają się przykłady, więc… just close Your eyes. And trust the Music.


Dyskusja
Brak komentarzy.