Archiwum, Motoryzacja

Saleen S7 Twin Turbo – ambitny buntownik

Co się dzieje, gdy bolidowi znudzi się ciągłe wygrywanie w świecie sportu? Po prostu ucieka, żeby dać upust swoim możliwościom.

S7 TT to samochód pochodzący z gorącej Kalifornii, stworzony po to, by utrzeć nosa europejskim sprinterom. Równolegle stał się demonstracją amerykańskiej potęgi w dziedzinie motoryzacji i pierwszym samochodem zza oceanu, który wbił się do czołówki najszybszych bolidów drogowych błękitnego globu. A stało się to w roku 2006.

Kto nie miał jeszcze przyjemności poznać marki Saleen, powinien wiedzieć, że nie wyszła ona pewnego dnia z oceanu. Steve Saleen to były kierowca wyścigowy, który zainicjował firmę tuningującą samochody Forda. Głównie Mustangi. Po zbudowaniu kilku kanciastych monstrów (typu Saleen S281), postanowił stworzyć coś zupełnie autorskiego. I tak po obejrzeniu zabawek Europejczyków wysnuł dokładną wizję modelu S7, który zadebiutował w 2002r. Już wtedy osiągał prędkość 400 km/h, budząc sensację na całym świecie. Wersja S7R wielokrotnie wygrywała różne rodzaje wyścigów na torach całych Stanów Zjednoczonych…

…jednak wozy sportowe ograniczają reguły gry, którymi rządzi się prawo sportu.

“Masz za duży silnik, moc jest zbyt wysoka, zbyt dobre przyspieszenie, za dobry dyfuzor…”

Dlatego Saleen postanowił wyprowadzić swoją torową wyścigówkę na ulice, demonstrując, co potrafi ten wóz bez nudziarzy z kodeksami, podkrzykujących z boku. I tak dołożono dwie turbiny, przystosowano samochód do wymogów drogowych, dodano kilka przydatnych gadżetów, a potem puszczono to wszystko w ruch, co zaparło dech wszystkim, którzy doświadczyli choćby kilku chwil za kółkiem. Paraliżujące doznania towarzyszyły każdej przejażdżce i cały świat zaczął ekscytować się nową wersją amerykańskiego snu.

Tak się rodzi legenda prawdziwie zapoczątkowana na torze wyścigowym. Gdy popatrzymy na europejskie auta, czy też na egzotyczną argentyńską Zondę, zauważymy, że tak naprawdę były one budowane od początku z myślą o ulicy. Zaczęły się ścigać dopiero jako specjalnie przystosowane modele torowe, przerobione z ulicznych wersji. Z Saleenem S7 było dokładnie odwrotnie, zatem jedynie w tym modelu można mówić o prawdziwym, sportowym rodowodzie.

Choć jego wygląd nie jest specjalnie wyrafinowany, jak to widzimy w bolidach włoskich, to i tak nie sposób go pomylić z innymi autami, nawet z McLarenem F1. Gdy S7 TT jest w ruchu, budzi niesamowity szacunek wszędzie wokół. Tak wielki, że niemalże ma się ochotę klęknąć jak przed nadjeżdżającym królem. Zapewne o taki efekt chodziło Saleenowi. Co sprawia wokół S7 TT taką otoczkę?

Design…

Jak na prawdziwy bolid przystało, nikt się tu nie bawił w upychanie sportowego silnika do kanciastego sedana. Saleen jest tak zaprojektowany, by zamiast walczyć z powietrzem, po prostu używać go. Łapać, obracać wewnątrz siebie, bawić się i wypluwać czterema wielkimi wydechami, za którymi nie ma śladu tłumików.

Każde załamanie, otwór, są tu dokładnie przemyślane i wszystkie są małą armią wspomagającą silnik. Przed przednimi i tylnymi kołami mamy wloty chłodzące chamulce. Grill, wlot na masce i skrzela na jej bokach mają wymieniać powietrze w kabinie, by kierowca miał zawsze świeży klimat. Natomiast wloty na dachu i w okolicach tylnej szyby chłodzą serce tej kalifornijskiej bestii.

Nadwozie pokazuje dominującą rolę silnika. Karoseria, wnętrze i inne elementy, mają służyć kierowcy, który w zasadzie nie prowadzi samochodu, tylko duży silnik na kołach. Nabywa pełną świadomość tego faktu zaraz po włączeniu zapłonu magicznym guzikiem z lewej strony kierownicy. A wtedy bestia budzi się do życia z potężnym warkiem zadowolenia, który odbija się wesołymi wibracjami na oparciu fotela i w uszach kierowcy.

Saleen to samochód który po zasłonięciu kół wygląda jak stojący poduszkowiec. Jego prześwit wynosi zaledwie 6,4 cm, co czyni go najniżej postawionym bolidem drogowym świata.

…silnik…

Wspominając już o bestii, należy ją przedstawić dokładniej. Jest to aluminiowy, 7-litrowy silnik V8 Forda, z kutymi tłokami, wywodzący się z serii NASCAR, ryczący na kierowcę zza jago pleców. Włada aż 750 Końmi Mechanicznymi, a z dwoma porywczymi wiźnicami, w postaci turbin, osiąga przyspieszenie 2,8s. do setki i niewiele ponad 400 km/h prędkości maksymalnej. Moment obrotowy przy 4800 obr/min wynosi prawie 9500 Nm.

Całą tę potęgę na koła przenosi podwójne sprzęgło, o średnicy 8 cali, połączone z 6-biegową przekładnią manualną. Co się dzieje później?

Pomimo zastosowania niebywale szerokich opon (19″- 27,5 cm przód, 20″ – 33,5 cm tył) bardzo ciężko jest przenieść pełnię tej mocy na asfalt i zamienić ją w przyspieszenie. Saleen ma tylny napęd i niską masę, a docisk niewiele daje na starcie, co sprawia, że bardzo łatwo jest zwyczajnie spalić całe opony już na starcie, niewiele ruszając z miejsca. Tylko wprawny kierowca będzie potrafił tak operować gazem, by osiągnąć 10,7sec. na ćwierć mili.

Groźba poślizgu nie znika również po ruszeniu z miejsca. Wystrarczy bowiem mocniej nacisnąć gaz w zakręcie, by obrócić się o 180°. Częściowym rozwiązaniem jest używanie wyższego biegu, jednakże jadąc na przykład górską serpentyną, nie ma znaczenia, czy włączona jest jedynka, czy czwórka, bowiem na każdym biegu samochód wyrywa jak szalony, wprawiając kierowcę w przeciążenia rzędu całego 1G, nie czekając nawet, aż zawieszenie zamortyzuje zakręt.

Z amortyzacją także wiąże się pewna ciekawostka. Zastosowano tu na przemian sprężyny twarde i miękkie, co sprawia, że jadąc powoli czujemy komfort, a przy wyższych prędkościach auto siłą docisku osiada na twardych sprężynach, usztywniając podwozie, które według specjalistów Saleena, jest nawet o 50% bardziej sztywne niż w samym Ferrari Enzo.

Zatrzymywanie besti również nie sprawia większego problemu. Chamulce, podobnie jak sprzęgło, łatwo wyczuć i nawet pomimo braku systemu ABS, można wychamować z pełnej setki na 34 metrach. Wszystko dzięki sześciotłoczkowym zaciskom Brembo. W razie problemów można również regulować czułość chamulców.

…prowadzenie…

S7 Twin Turbo komunikuje się z kierowcą nieustannie. Oprócz silnika, który odpowiada kierowcy wprost do ucha na każdą zmianę położenia pedału gazu, kierownica mówi o wszystki, co spotykają koła. Każda, nawet niewidoczna nierówność ulicy, odbija się na kierownicy, co zmusza wręcz do trzymania na niej obu rąk, by zapanować nad autem.Jest to nowy wymiar ostrości układu kierowiczego.

…wnętrze…

Aby zasiąść w środku trzeba się nieźle nagimnastykować. To chyba jedyny minus tego auta. Zwłascza dla bogatych biznesmenów, którzy zechcą polansować się jeżdżąc tym bolidem na uroczyste bankiety. Trick jaki trzeba wykonać, to zmieszczenie obydwó nóg pod kolumnę kierowniczą zanim siądziemy na fotelu kierowcy. A to tylko wsiadanie, z wysiadaniem bywa jeszcze trudniej…

W zależności od naszego sposobu “dowodzenia” tabunem 750 koni, możemy jechać łagodnie i miękko, kiedy to słychać będzie znośny pomruk silnika i nawet można będzie porozmawiać z pasażerem, lub przycisnąć gaz do końca, kiedy to poziom głośności ryku na pokładzie podchodzi już pod 90 db, a więc wartość granicznie bezpieczną dla ludzkiego ucha. Tak się dzieje, gdy postanowimy rozdrażnić potwora leżącego wzdłużnie za naszymi plecami.

Jednak przy spokojnej jeździe możemy odczuć pewną dozę komfortu. Skórzane wykończenie z elementami elitarnej alkantary, gruba kierownica, kubełkowe fotele ze świetnym trzymaniem na bokach. Można sobie nawet domówić specjalne, 3-punktowe pasy bezpieczeństwa z napinaczem oraz nawigację satelitarną.

Z modeli włoskich znamy problem przy parkowaniu. Polega on na zgadywaniu, co się dzieje za samochodem, z powodu nikłej widoczności przez tylną szybę. Saleen pomyślał o tym i do każdego modelu podarował kierowcy wbudowany ekran LCD, ściśle sprzężony z kamerą umieszczoną na tylnym zderzaku.

W S7 TT znajdziemy nawet dwa małe bagażniki z pełnym osprzętem przydatnym kierowcy, a całej otoczki dopełnia elitarny w tej marce kolor “Berylium”, z zastrzeżonym kodem.
Saleen S7 Twin Turbo jest często porównywany do Bugatti Veyrona. Mówi się, że gdyby ci dwaj stanęli do wyścigu na 1/4 mili, na starcie wygrywałby Veyron, dysponując napędem 4×4, ale po zakończeniu startowego buksowania, S7 TT wyprzedziłby go pod koniec pełnego dystansu. Prawdą jest, że z tych dwóch Saleen zamiast ekskluzywnie wykończonego wnętrza, systemów elektronicznych, wyciszenia i niebiańskiego komfortu, serwuje ryk, moc, nieustępliwość i pełną agresję w motoryzacyjnym wydaniu. I to chyba takie samochody powinny wyznaczać kanony projektowania ulicznych bolidów, a nie “francuskie pudelki” których zadaniem jest wyłącznie umilanie życia kierowcy.

Dyskusja

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Dziennikarstwo

Cats.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.